W końcu film dla młodzieży! – pomyślałem, gdy po raz pierwszy zobaczyłem plakat do filmu „Wszystko co kocham” Jacka Borcucha. Minęło sporo czasu odkąd polskie kino zaoferowało coś nowego młodym osobom, tak więc zaczynałem wątpić, iż ktokolwiek pamięta jeszcze o widowni w przedziale wiekowym 16 – 25 lat. Na szczęście taki ktoś się znalazł i zaprasza nas do całkiem przystępnego kina młodzieżowego. Filmu, którego nie sposób łatwo skrytykować oraz oryginalnego obrazu lat 80’tych z punktu widzenia licealisty buntownika.
Janek, wokalista zespołu punk rockowego (Mateusz Kościukiewicz) i Basia (Olga Frycz) jego adoratorka, są głównymi bohaterami tej opowieści. Zakochują się w sobie w przeddzień wybuchu stanu wojennego w Polsce, który jest niejako punktem kulminacyjnym filmu. Ich miłość przypomina trochę tą z „Romea i Julii”. Ojciec Janka (Andrzej Chyra) jest wojskowym, służy krajowi, choć nie do końca pochwala ustrój oraz władzę, natomiast tata Basi przynależy do Solidarności. Fakt ten z mezaliansem niewiele ma wspólnego, natomiast łatwo się domyślić, iż stanie się przeszkodą na drodze do pełnego szczęścia kochanków. Poza wątkiem miłosnym, który przewija się na ekranie z pewnymi przystankami, zobrazowano także kilka innych interesujących tematów. Zobaczycie kwestie związane z cenzurą i władzą oraz rozwój wspominanego zespołu, którego członkowie marzą o wystąpieniu na festiwalu w Koszalinie. Nie zabrakło również wszędobylskiej śmierci. Zresztą przekonacie się sami.
„Wszystko co kocham” jest przyjemną w odbiorze produkcją, o całkiem spontanicznych ludziach, których życie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Nie doszukamy się tutaj głębokiego dna. Reżyser podszedł do sprawy bardzo nostalgicznie, skupiając się raczej na istocie wkraczania w dorosłość, a co za tym idzie czasie buntu, pierwszych doświadczeń seksualnych oraz poważnej miłości. Dość specyficzne ramy historyczne, jakimi są lata 80’te w Polsce, tylko scalają całość, warunkując taki, a nie inny rozwój fabuły. Na ich tle pokazano losy postaci, a nie na odwrót, jak to zwykle bywało. W związku z tym dzieło stało się oryginalnie, barwniej traktujące tamte szare czasy, co szczególnie przypadło mi do gustu.
Pochwały z pewnością należą się dla plejady nowych aktorów. Jedyną słynną osobą w filmie był bowiem Andrzej Chyra, który oczywiście wykonał swoją pracę w iście profesjonalnym stylu. Natomiast pozostała część, choć jeszcze nie wypracowała wysokich umiejętności aktorskich, sprawiła że z optymizmem spoglądam w przyszłość naszej rodzimej kinematografii. Przyznaję, że dosyć szybko uwierzyłem w nonkonformistyczną postawę Janka oraz jego przyjaciół. Wykonawcy tych ról musieli zagrać impulsywnych, obytych ze sobą, sprzeciwionych przyjętym zasadom licealistów, którym ta cała sytuacja z wybuchem stanu wojennego tylko przeszkadza w rozwijaniu zainteresowań i późnym wracaniu do domu. Ich zadanie zostało przyzwoicie wykonane. Natomiast w kreacji Basi można się faktycznie zadurzyć. Naturalnie ładna i młoda Olga Frycz zwraca na siebie uwagę, więc i rola pasowała do niej idealnie. Jej zadanie było łatwiejsze, choć również wymagało zaangażowania.
Do plusów zaliczam także doskonałe zdjęcia, za którymi stał dobrze znany Michał Englert i rewelacyjną czołówkę z efektownym przedstawieniem napisów końcowych. Podobała mi się również ścieżka dźwiękowa, dodająca filmowi przysłowiowego „kopa” oraz bezpruderyjne sceny miłosne. Trzeba przyznać, iż pod względem technicznym, film został nakręcony z wielką dbałością, co widać od początku do samego końca.
Jeżeli zaś chodzi o minusy, to produkcji brakowało dynamiki. Akcja toczy się tutaj swoim powolnym tempem, nikt nikogo nie pośpiesza, nawet śmierć została idealnie wpasowana w ramy czasowe. Wydaje mi się, że chciano zmontować arcydzieło, ale coś nie wyszło. Po seansie pozostanie z tego względu pewien niedosyt.
Reasumując, nowy film Borcucha to taki produkt w wersji light. Łatwy, bez większych rewelacji, wypełniający lukę w XXI wiecznym filmie polskim. Czegoś konkretnego z niego nie wyniesiemy, nic nas nie zbulwersuje, nie zadziwi. Ot taki sobie dobrze nakręcony film, cieszący oczy i rozluźniający umysł. Ale to też jest potrzebne, choćby dla czystej rozrywki. Ogólnie polecam.













Przyszło mi już być na świecie w czasach o których opowiada ten film, dlatego sądzę, że moja własna recenzja filmu będzie różna od Twojej… Ty to ogąlasz, ja to przeżyłam, tego się nie da ustawić na jednej lini…
ale może to i dobrze :)
Nie ma to jak przypomnieć sobie stare dobre czasy :P
Stare tak, ale dobre na pewno nie :)
:)
Film rewelacyjny. Po oglądnięciu kilku ostatnich polskich produkcji typu „ciacho” (nie wiem dlaczego na to się wybrałem) oglądnięcie tego typu filmu napawa optymizmem. Wg mnie Janek zagrał najlepiej jak mógł i na prawdę przemawiała do mnie jego gra aktorska. Główni bohaterowie zagrali tak jakby na prawdę byli z sobą zżyci a moment w którym kochanka Janka po raz kolejny go zachęca, a jego reakcja „o kur**” wymusza na całej sali typowy dla tego sytuacji śmiech jest super. Ogólnie jak dla mnie dobry film, który trzeba oglądnąć aby zrozumieć o czym tutaj piszemy.