Dom zły – całkiem dobry
Zabierając się do obejrzenia kolejnego filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Dom zły” wiedziałem, iż czeka na mnie spora dawka najbrzydszego obrazu Polski przełomu lat 70’tych i 80’tych. Nie wynikało to jednak z faktu znajomości zapowiedzi, której marność prezentuję powyżej, ale mając w pamięci „Wesele” tegoż samego reżysera, gdzie alkohol stanowił podstawowe źródło zaspokojenia pragnienia, a zachowanie bohaterów idealnie odzwierciedlało najskrytsze wady Polaków.
Otóż przeniesiony w realia PRL-owskiej prowincji “Dom zły” jest bardzo podobny do swojego poprzednika. Tutaj akcja rozgrywa się podczas wizji lokalnej w pewnym wiejskim domku, której świadkiem jest główny podejrzany Edward Środoń (Arkadiusz Jakubik). Stara się on udowodnić swoją niewinność za zbrodnię popełnioną w tym samym miejscu, cztery lata temu. Niestety nie wie, że jego los jest częściowo policzony. Bowiem pośród pijanych i skorumpowanych milicjantów, gdzie tylko nieliczni pragną dowieść niezaprzeczalnej prawdy, ciężko mu będzie ściągnąć jarzmo rychłej “zagłady”. Zwłaszcza, że przestępstwo w jakie został wplątany ma także skomplikowane podłoże polityczne.
Porównywanie tego filmu do “Fargo” braci Cohen jest błędem i nie wiem kto ośmielił się na tak odważy krok podczas kampanii promocyjnych. Te dwa filmy charakteryzuje tylko jedna wspólna kwestia, a mianowicie pogoń za pieniądzem. Moim zdaniem “Dom zły” jest raczej młodszym bratem ekranizacji naszych wschodnich sąsiadów z Rosji. Ponure i biedne okolice, gdzie często bezzębni i “brzydcy” ludzie patrzą na każdego obcego spode łba, to niemałe podobieństwo do “Ładunku 200″ Aleksieja Bałabanowa. W tych dwóch filmach komunizm dosłownie niszczy ludzką godność oraz człowieczeństwo. Nie ma w nich miłości, która została zastąpiona bezuczuciowym sexem, a jedynym produktem, którego nie brakuje w domach jest oczywiście własnoręcznie pędzony bimber. Gdy patrzy się na ten upadek ludzkości, który z każdym kolejnym kieliszkiem upodabnia człowieka do bezmózgiego robaka, chce się myśleć, iż to cud, że Polska wygląda teraz, tak jak wygląda. W dodatku dawka alkoholu, jaką zostaniemy uraczeni podczas projekcji “Domu złego” i jego arcy ponury klimat, powodują iż po seansie dotyka nas niezły kac przygnębienia.
Pytanie czy to w ogóle może się podobać? Otóż muszę przyznać, że lubię takie zgnuśniałe klimaty, zwłaszcza jeżeli mają swoje odzwierciedlenie w prawdziwej historii. Film zasługuje na pochwały z kilku względów. Mianowicie trzyma w napięciu, ponieważ do końca nie wiemy co się ma wydarzyć i kto kogo planuje skrzywdzić. Zadbano o profesjonalną charakteryzację aktorów oraz interesującą scenografię (przypomniałem sobie wygląd polonezów, nysek oraz niesplamionych honorem, starych uniformów milicji). A aktorzy rewelacyjnie spełnili zawodową powinność, grając swoje role. W tym miejscu wielkie brawa należą się głównie Marianowi Dziędzielowi w roli schamiałego pana Dziabasa, Kindze Preis, jego zapuszczonej żonie oraz wspomnianemu Arkadiuszowi Jakubikowi, grającemu pechowego nieudacznika Edwarda Środonia.
Za minus filmu uznałem często nieuzasadnioną przemoc wobec niektórych bohaterów. Zdaję sobie sprawę, że reżyser wpadł w trans krzywdzenia wszystkiego co się rusza na ekranie, ale kilku sytuacji mógłby nam oszczędzić. Nie chodzi tutaj o ich przesadną brutalność, ale o upychanie czegoś na siłę. To widać i ja to odebrałem negatywnie. Miałbym też kilka zarzutów co do montażu, aczkolwiek fachowość tej dziedziny nie pozwala mi się wielce wypowiadać. Po prostu akcja przeradza się czasem w zbyt częste retrospekcje, wprowadzając lekki chaos i zabierając tym samym przyjemności z oglądania.
Reasumując “Dom zły” jest kolejnym dowodem na powolny, acz dobrze ukierunkowany rozwój polskiej kinematografii. Nie musimy robić filmów podobnych do “Avatara”, by cieszyć się rodzimymi produkcjami. Tak jest w tym wypadku. Dodatkowo doskonale rozliczono “komunę” z jej chorych występków. Tego nam było trzeba.











Dobrze gada. Dobry i wstrząsający film, w którym pozornie niewiele się dzieje…na początku
Nie widziałam, chce zobaczyć, skutecznie mnie “popychasz” w ramiona tego filmu :)
Pozdrawiam
Warto :)