Konkurs został zakończony!
Wyniki:
1. miejsce – karps za przypomnienie o tym, iż istnieje mnogość gatunków filmowych, o których polscy filmowcy zapomnieli.
2. miejsce – Adrian za spostrzeżenia na temat komercjalizacji kina w Polsce.
3. miejsce - gallan za tęsknotę do kina wyśmiewającego absurdy obecnych czasów.
—————————————————————————————————————————————————-
Od 2005 roku, czyli od momentu wprowadzenia w życie ustawy o kinematografii, a co za tym idzie, powołania Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, nasz kraj ponownie zaczyna obfitować w rodzime produkcje filmowe. Przykładem mogą być ostatnie miesiące, podczas których premiery zaliczyło kilkanaście naszych filmów, w tym najbardziej godni uwagi: „Popiełuszko”, „Tatarak”, „Wino truskawkowe”, „Wojna polsko-ruska”, „Galerianki”, „Janosik. Prawdziwa historia”, „Królik po berlińsku”, „Zero”, „Rewers”, „Dom zły” i „Kinematograf”. Niestety pomimo dobrych recenzji, większość z nich nigdy nie znalazła się na szczytach polskiego Box Office, nie mówiąc już o wielkiej popularności za granicą. Pomyślmy zatem z czego może wynikać taka postać rzeczy, a nóż znajdziemy chociaż jeden konkretny powód, bo przecież zawsze może być jeszcze lepiej.
Zatem odrzućcie wszelkie uprzedzenia i zadajcie sobie jedno proste pytanie: „Czego mi brakuje w polskim kinie?” (ew. „co bym zmienił w polskim kinie?”). Następnie, jeżeli wykrystalizuje się Wam jakaś ciekawa, acz szczera odpowiedź, podzielcie się nią w komentarzach poniżej. Będzie to początek poważnej debaty oraz przepustka do udziału w moim nowym konkursie z nagrodami. A pisać i myśleć jest warto, bo autorzy trzech najciekawszych wypowiedzi otrzymają cenne nagrody, ufundowane przez Organizatora – sklep internetowy Amazonka.pl.
- Za 1 miejsce: Film „Wino truskawkowe” (2009) na DVD i oficjalna ścieżka dźwiękowa z filmu „Rewers” (2009).
- Za 2 miejsce: Książka „Być jak Cybulski”.
- Za 3 miejsce: Film „Slumdog. Milioner z ulicy” (2008) na DVD.
I jeszcze kilka uwag w skrócie:
- Proszę by przyświecała Wam idea jeszcze lepszego kina w Polsce.
- Odpowiedzi dokonujcie w kilku słowach za pośrednictwem poniższego formularza do komentowania.
- Odpowiadając koniecznie wpiszcie swój poprawny adres e-mail.
- Zadbajcie o poprawność ortograficzną i stylistyczną wypowiedzi.
- Zapoznajcie się z regulaminem konkursu.
- I pamiętajcie, że wygrać może każdy!
Po raz kolejny pragnę podziękować naszemu głównemu Organizatorowi i sponsorowi nagród:
Galeria nagród:












Zmienił bym scenarzystów.
Brakuje dobrych scenariuszy w polskim filmie.Owszem zdarzają się w polskim kinie 2 dobre filmy rocznie.Moim zdaniem powinny zostać zreformowane szkoły pisania scenariuszy.Powinni być zatrudniani wykładowcy z zagranicy z sukcesami.Z Polski też jeśli znajdzie się taki rodzynek. Uwielbiam, kino skandynawskie,tam ciężkie tematy są opowiedziane z lekkością,czarnym humorem. Polski film na trudny temat często odpycha,nie ma w nim zwykle godności dla ludzi z ciężką chorobą.Traktuje tych ludzi tabloidowo,byle wycisnąć łzy z widza.Polskie kino jest słabe właśnie z powodu braku dobrych scenarzystów,ich bym nie zmienił,tylko dał szansę innym.Tym którzy jeszcze nie zadebiutowali.Skandynawskie kino to filmy bez efektów specjalnych,a mimo to są w stanie na siebie zarobić opowiedzianą historią.Ich filmy często wygrywają na festiwalach nagrody publiczności czyli te najważniejsze.Przykładem niech będzie film „Slumdog milinoner z ulicy” banalna historia miłosna,ale za to opowiedziana w niekonwencjonalny sposób.O sukcesie filmu decyduje scenariusz.W Polsce się o tym nie pamięta niestety.
Na pewno dodałabym wiele ciekawych wątków.
Nudzą mnie oklepane i schematyczne scenariusze.
Często w Polskich filmach sama potrafię przewidzieć co się stanie za 2 sceny:(
zmienić … tylko mentalność twórcy przekonanego o swych wybitnych zdolnościach i wartościach … których nik oglądać nie chce … a jak już obejrzy … to nie doceni … nauczyć autora poruszania się w nowoczesnym biznesie filmowym … pełny profesjonalizm … reżyser ma być od reżyserii … scenarzysta od scenariuszy … a aktor ma siedzieć na planie a nie pokazywać że He/She can dance …. a Lew Rywin produkcją a nie spotkaniami z Michnikiem …. no to tak na początek … potem już będzie z górki ;]
Na początek – plakaty. Chyba jedna osoba wygrała przetarg na ich projektowanie.
Następnie – aktorzy. Zaczynają mi się mylić fabuły filmów z prostej przyczyny – nie ma rotacji aktorów, ciągle te same osoby są zatrudniane. Zaczynam się zastanawiać czy nie mają kontraktów grupowych, które im gwarantują wspólny udział w filmach.
Często polscy twórcy mają świetny pomysł, który kończy się kiepską realizacją.
CO bym zmienił?:
dźwiękowców – masakra, ciężko zrozumieć co mówią w naszych filmach
producentów – dlaczego w każdym filmie musi być widać wszystkie marki produktów? REKLAMA, sponsorzy?
aktorów – mało dobrych…
Ja zmieniłbym sposób finansowania kina.
Aktualnie na kino maja wpływ państwowe organizacje. Nie ma niczego co państwo robi dobrze. Kino powinno być w pełni komercyjne. Przy czym komercyjne, nie znaczy kijowe.
Zakazałabym produkowania przesłodzonych komedii romantycznych z bardzo przewidywalnymi scenariuszami, których nie idzie oglądać.
Moim skromnym zdaniem zaprzestałbym robić filmy które mają na siebie tylko i wyłącznie zarobić na siebie. Są to gnioty bez większego sensu i przesłania. Film powinno się robić żeby coś pokazać człowiekowi….a nie klepać byle co żeby wszyscy gromadnie poszli do kina…
Brakuje mi w polskim kinie gatunków innych niż dramat i komedia romantyczna. Dlaczego w Polsce nie produkuje się horrorów albo przynajmniej porządnych thillerów, czarnych komedii (wyjątkiem jest genialny Rewers) itd? Wiem, że nie jesteśmy w Hollywood ale trochę odmiany od szarej rzeczywistości czy głupich komedii romantycznych.
Dla mnie w polskim kinie brakuje nieco zróźnicowania, polskie kino jest monotonne. Kalkowe komedie romantyczne, które są niesamowicie wtórne i powielają te same historie. Różnią się wyłącznie otoczą, ale niczym poza tym. Kolejnym gatunkiem rozpowszechnionym w Polsce jest dramat obyczajowy, nawiązywanie do przeszłości ( w tym roku co najmniej kilka – kilkanaście filmów). Brakuje kogoś kto chciałby spróbować eksperymentu. Czemu nie nakręcić jakiegoś filmu Sci-Fi ( wcale nie potrzebne duże środki, bo nie musi zawierać mnóstwa efektów specjalnych, a po prostu dobry pomysł), kryminału, porządnego thillera. Moim zdaniem młodym twórcom brakuje świeżości. Chociaż brakuje mi też debiutów, bo wiele z tych filmów, które oglądamy to filmy doświadczonych reżyserów. PISF trochę jakby bał się zainwestować w filmy młodych ludzi, dla których film to pasja, dlatego tym większy szacunek dla studia Munka, które daje szansę debiutantom na stworzenie swojej pierwszej fabuły. Iskierką nadziei jest ten mijający powoli rok, w którym mieliśmy kilka naprawdę dobrych filmów jak np. „Dom zły”.
Co należy zmienić w polskim kinie? Prościej byłoby napisać, czego nie należy zmieniać. Ale dobrze.
Po pierwsze: zmieniamy aktorów. Nie kwestionuję jakości szkół teatralnych i tego, że wybitnych aktorów mamy. Problem w tym, że nie grają oni w najpopularniejszych filmach (miałkość scenariuszy, o czym później). Chcę prawdziwego aktorstwa. Chcę wyjścia poza miny z seriali, pragnę filmów z rozmaitymi twarzami, a nie ciągle z tymi samymi, które do wybitnych zwykle nie należą.
Po drugie – zmieniamy scenariusze. Jak to jest, że Wajda potrafił robić filmy powalające na kolana z tekstów Iwaszkiewicza, Hoffman – do Potopu (Sienkiewicza nienawidzę, film cenię), etc. Ja wiem, że są jaskółki – vide: Tatarak, Wojna polsko – ruska, która była przyzwoitym filmem, Rewers (z czym osobiście się nie zgadzam, ale podobni jest w tym filmie coś interesującego… Ale tu znów: Iwaszkiewicz, Masłowska, Bart… Ale to wyjątki.
A może coś od siebie? Tak bym chciała obejrzeć film niebanalny, oparty na – jak to się szumnie i oskarowo nazywa – scenariuszu oryginalnym.
Po trzecie finansowanie. W sumie nie powinnam o tym pisać, bo szczegółów nie znam i wiedzę mam dość powierzchowną… Ale kiedy oglądam kolejny „gniot” zapowiadany szumnym napisem: finansowany przez PISF, to zastanawiam się, czy nie powinien ich skontrolować ot, chociażby NIK. Albo – jak napisał już ktoś wyżej – robimy filmy komercyjne i samosięutrzymujące, albo nie robimy ich wcale.
Szumne hasła o filmach, selekcji i misji to jedno wierutne kłamstwo… albo ja nie wiem, co to misja…
I po czwarte i ostatnie… W polskim kinie zmieniamy ceny biletów. Kino staje się rozrywką elitarną, wyjście pary do multipleksu, albo do zwykłego kina to przeszło 30 zł. Raz w miesiącu – nie ma problemu, częściej… I jak kino ma wygrać z kanapą i lampką czerwonego wina???
No jak???
Trzeba wprowadzić coś rewolucyjnego. Filmy, które starają się o fundusze powinny być przedstawione do publicznej oceny, a przyszli widzowie mogliby głosować, który film ma powstać. Taki widz czułby się współodpowiedzialny za powstanie filmu i na pewno poszedłby do kina na ten film, więc i frekwencja i wpływy wszystko by się zgadzało.
Być może przyszli widzowie mogliby głosować, w taki sposób: 1. Wybór scenariusza, 2. Wybór reżysera, 3. Wybór operatora, 4. Wybór kompozytora, 5. Głosowanie nad obsadą, w każdej kategorii powinno być kilka możliwości.
Być może brzmi to szokująco i większość światka filmowego by się oburzyła, ale jeśli mamy/możemy coś zmienić na lepsze, to warto spróbować. Tym bardziej, że i tak to my wpłacamy na filmy kasę, poprzez podatki, poprzez kablówkę, więc moglibyśmy mieć wpływ na to co ma powstać.
Z punktu widzenia technicznego to bardzo proste. Umieszczamy informację w internecie, ludzie się logują, czytają scenariusze, głosują, MYŚLĄ kto by pasował do tej roli, który reżyser by sobie z tym najlepiej poradził i GŁOSUJĄ. Po kilku miesiącach mamy wyniki i dumnych wiernych widzów.
Kto jest ZA ?
W zeszłym roku były w kinie kultura tanie poniedziałki, to była dobra idea, tylko, że nie wyświetlano tam polskich filmów, zdarzały się.
A co gdyby zrobić Tanie Polskie Poniedziałki? W polskich kinach które się jeszcze ostały, w poniedziałki możnaby puszczać jedynie rodzime produkcje, rozreklamować te akcje tak aby ludize wiedzieli, że idąc w poniedziałek do polskiego kina zawsze zobaczą jakiś dobry polski film. -jak na festiwalu. Można by też wprowadzić karnety na polskie filmy, pieniądze w części szły by na dofinansowanie kina – ale przedewszystkim na reklamę i rozbudowę polskich kin.
Ciężko jest oglądać polskie kino, kiedy nie wie się gdzie i do kiedy można zobaczyć jakie filmy. Oczywiście wytrwali i zainteresowani poszukają w internecie, ale w innych (niestety większości) to zainteresowanie trzeba wzbudzić. Uważam, że reklama polskiego kina jest naprawdę słaba. Rewers w tej chwili można zobaczyć na kilku przystankach czy banerach reklamowych. Za to reklamy proszku do prania, szkoły językowej, czy ketchupu są w telewizji, jadą autobusem, i są nam podtykane pod nos każdego ranka jak wychodzimy z metra.
Multipleksy nie wyświetlają polskich filmów, bo bez reklamy są nie dochodowe – w przeciwieństwie do każdej nawet bardzo wtórnej amerykańskiej produkcji, bo niestety niewiele innych krajów się przebija do naszej pro amerykańskiej wioski.
JESZCZE jedno – telewizje również nie wyświetlają polskich filmów. Ja np. z przyjemnością zamiast znów oglądać samych swoich w okresie świąt bożego narodzenia zobaczyłabym w tlewizji „Ile waży koń trojański?”, „Boisko bezdomnych”, czy nawet ciężkie, ale jak wartościowe „33sceny z życia”. To też jest reklama polskiego kina – jeżeli telewizja nie chce wyświetlać naszych produkcji to jak my mamy je poznać i polubić ?
Formy reklamy są naprawdę bardzo różne i nie muszą być drogie – Face Book(stąd np. wiem o tej stronie), strony internetowe serwisów społecznościowych.. -np. hufce harcerskie, działy kultury..
Co bym zmienił? Ojojoj, bardzo dużo bym zmienił. Przede wszystkim nastawienie producentów, którzy wywalają kasę na komercyjny chłam w stylu „Tylko mnie kochaj” a skąpią kasy dla młodych i ambitnych twórców, którzy często nie mają możliwości pokazać na co ich stać.
Kinem skandynawskim to my nie jesteśmy. Jeśliby by zmierzyć dystans nas dzielący, a za jednostkę miary przyjąć taśmę filmową. To do Szwedów lub Duńczyków brakuję nam paręset metrów celuloidu.
Jednak moim zdaniem jest coraz lepiej, ale do rzeczy. Dwie kwestie.
Po pierwsze; primo, brakuję oryginalnych scenariuszy. Dość wyciskania lektur, martyrologii i polewanych lukrem komedii romantycznych. Młodzi ludzie z dobrym piórem i pomysłem, bez balastu przeszłości. Tego nam trzeba i tacy są. Jak ich wynajdywać ? Hmm. Chociażby w formie w jakiej piszę ten tekst. Konkursy ,przeglądy filmów, etc.
Po drugie; primo, brakuje mi krzywego zwierciadła wplecionego w komedię. To właśnie ten gatunek X muzy pasuje do ów krzywego lustra, jak Kieślowski do dekalogu, jak Cybulski do swojej wojskowej kurtki. Moim mistrzem w tej kwestii jest nie odżałowany S.Bareja.
Chociaż piętno komuny mamy już za sobą nadal jest wokół nas mnóstwo absurdu, chamstwa i głupoty. Kiedyś terminem – „bareizm” określano filmy niskich lotów i drugiej klasy (niesłusznie). Gdyby dziś któryś z twórców zrobił film i określono, by go tym mianem, byłby to sukces. Nie bójmy się śmiać się ze swego „brudnego” podwórka, obnażmy swoje przywary. Trochę dystansu do siebie i autoironii.
Tego mi brakuje.
…ale jakby co to, to jest wszystko posag Lusi :-)
Gallan popieram Cię w całej rozciągłości. Większość kasy w Polsce idzie na marne „superprodukcje” w stylu Quo Vadis albo kretyńskie komedie czy inne romantyczne bzdety….
Najważniejszym problemem, z którym należałoby się uporać jest kwestia finansowania polskich filmów. Od tego zaczyna się dramat polskiej kinematografii. Dopiero późniejszymi konsekwencjami są: kiepskie scenariusze, ciągle ci sami aktorzy czy wieczny product placement. Powszechne są opinie, iż głównym kryterium przyznawania pieniędzy przez PISF jest rachunek ekonomiczny, a nie walory artystyczne. Również to przez kogo są przyznawane te środki budzi wiele kontrowersji. Padają zarzuty kolesiostwa czy koneksji branżowych. Patrząc na to jakie filmy powstają po 1989 roku można stwierdzić, że problem istnieje i nie jest wymysłem wyłącznie mediów i niszowych ekspertów. W Polsce filmy tworzy się falami mody. Był czas ekranizacji lektur szkolnych, potem komedii romantycznych, a obecnie obrazów historycznych. Co ciekawe wymienione swego rodzaju „gatunki filmowe” mają swoje określoną publikę. Można robić założenia, że na ten czy tamten film pójdzie przynajmniej do kina tyle, a tyle ludzi. Polacy są traktowani jak kinowi idioci, którzy idąc do kina oczekują jedynie oderwania się od rzeczywistości, bo przecież życie jest takie ciężkie. Traktowani tak przez lata, chyba sami uwierzyliśmy, że tak jest. Debiutanci nie tyle mają problem ze zrealizowaniem swojego pierwszego dzieła, ale kolejnych. Scenariusze są tworzone pod kątem tego czy się sprzedadzą. Po co się wysilać skoro szanse na sukces artystyczny są niewielkie. Wydaje się, iż Borys Lankosz, reżyser „Rewersu” ma rację twierdząc, że najlepsze polskie filmy powstały na podstawie książek. Należałoby do tego wrócić. Tylko czy współczesna polska proza ma coś do zaproponowania filmowcom? Czy kino ambitne musi się ciągle kojarzyć z pokazywaniem patologii społecznych? Oprócz mód gatunkowych mamy w Polsce do czynienia z efektem „pięciu minut” czyli traktowaniem aktorów, jak cytryny, z których trzeba wycisnąć co się da, póki jeszcze widownia na widok danej osoby klaszcze, a nie gwiżdże. Popularny aktor czy aktorka musi grać w co drugim filmie, bo to jest pewniak, że parę osób pofatyguje się do kasy biletowej. Nie pytajcie drodzy widzowie czy akurat ta rola pasuje do waszego idola popkultury. Z niewiadomych przyczyn kina nie chcą obniżyć cen biletów przyciągając do siebie większą ilość ludzi. Na koniec pozostaje postawić pytania otwarte do dłuższej dyskusji: Czy kino to sztuka czy biznes? Czy sztuka to biznes? Czy biznes to sztuka? Może warto przyjrzeć się jak to jest w innych krajach…
Brakuje mi kogoś takiego jak Tarantino. Polskiego Tarantino. Kogoś kto nie siliłby się na jakieś uduchowione dzieła ala Zanussi ale kogoś kto chciałby rozpierduchę zrobic w światowej kinematografii, obrazoburcę i szaleńca. Kogoś kto widziałby inny swiat poza Mroczkami i Brodzik czy inną Zakościelną. Kogoś kto nadałby temu wszystkiemu jaką sodrobinę szaleństwa.
Nowych twarzy, jak sie u nas uczepia jakiegoś aktora to muszą go wetknąć w kazdy film. Po 5 nowych filmach zupenie ich nie rozrózniasz bo w kazdym jest ta sama obsada. Żenada
W polskim kinie zmieniłbym bardzo wiele rzeczy. Począwszy od scenarzystów, którym brakuje dobrych pomysłów, poprzez producentów, którzy decydują się finansować tylko i wyłącznie masową papkę, unikając ambitnych projektów, skończywszy na aktorach, którzy po zagraniu w kilku serialach uważają się za gwiazdy światowego kalibru. Polska kinematografia się stacza, ostatnimi czasy powstaje bardzo mało filmów, którym warto by było poświęcić uwagę. Producenci pompują pieniądze w mało ambitne filmy dla nastolatków ( w głównej mierze komedie romantyczne) zapominając o tym, że na innych filmach też można zarobić. Najlepszym tego przykładem jest chociażby „Rewers”- film polski, ale oglądając go widz ma wrażenie, że jest to produkcja zachodnioeuropejska., żeby nie napisać „h”amerykańska.
Recepta na poprawę stanu polskiego kina jest bardzo prosta:
dobre pomysły+ odważni producenci+ nowe twarze ( aktorzy, którzy nie występują w każdym serialu pokazywanym w TV)= dobre kino
Niestety jest to prawda wszystkim powszechnie znana, lecz nie wielu ma odwagę, aby tą prostą recepturę wdrożyć w życie.
[...] Chcesz wziąć udział w konkursie? Kliknij TUTAJ [...]