Po kolejnej dłuższej przerwie skusiłem się do napisania notki na temat nowego, acz już popularnego filmu „Rewers” w reżyserii Borysa Lankosza. Ową popularność przyniósł mu tegoroczny Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, na którym zdobył wiele cennych nagród, w tym za Najlepszy film. Od tamtego momentu minęły jednak trzy miesiące i przyszedł czas by normalne szaraczki również oceniły ten obraz. Ja zaliczam się do ich grona, a moja krytyka także wypadła bardzo, ale to bardzo pozytywnie. Zresztą przekonajcie się sami.

Mimo wszystko zanim zacznę cokolwiek wychwalać, przybliżę Wam scenariusz, który jest jednym z głównych atutów „Rewersu”. Otóż film obrazuje ciekawe losy pewnej rodziny, zamieszkującej powojenną Warszawę. Pierwsze skrzypce grają tutaj: Sabina (Agata Buzek), Matka Sabiny (Krystyna Janda), Babcia Sabiny (Anna Polony) oraz Bronisław (Marcin Dorociński). Wspomniana Sabina jest stosunkowo młodą, samotną i niezaspokojoną kobietą. W życiu bohaterki brak dopełnienia w postaci czynnika męskiego, który przyniesie jej radość i satysfakcję z życia. W desperackie poszukiwania przyszłego męża angażuje się więc cała rodzina z matką na czele. I choć na początku brakuje adoratorów przypadających Sabinie do gustu, to sytuacja ulega zmianie po spotkaniu Bronisława, który niczym bodyguard ratuje ją z niecodziennej opresji. Między nimi wywiązuje się romans, który nie wróży nic dobrego. Za jego sprawą z cnotliwej pracowniczki wydawnictwa, Sabina przeradza się w kobietę zdolną do podjęcia szalonych decyzji, o których wcześniej próżno było ją podejrzewać. W miarę upływu czasu akcja nabiera tempa, a to co widzimy na ekranie zaskakuje nas coraz bardziej.

Film ogląda się przyjemnie. Nie ma w nim bezsensownie długich konwersacji, bądź mało czytelnych scen. Fabuła została skrojona dynamicznie, na miarę bardzo dobrych zachodnich produkcji. Nie potrafię jej jednoznacznie omówić, dlatego pomijam własną interpretacją, by zachować choć pozory profesjonalizmu. Wierzę jednak, że niektóre absurdalne akty zawarte w tej produkcji mogły mieć realne miejsce bytu, a zatem całkowicie sprzyjam temu kuriozum.

„Rewers” swoją wysoką klasę zawdzięcza wszystkim płaszczyznom produkcji filmowej. Począwszy od doskonałych, często przezabawnych dialogów, a skończywszy na świetnej i klimatycznej jazzowej muzyce. Jest zlepkiem różnych gatunków, zwłaszcza filmu noir oraz czarnej komedii z nawiązaniami do romansów w stylu „Casablanki”. Reżyser doskonale omówił swoją koncepcję z operatorem kamery Marcinem Koszałką, który idealnie ujął temat w czarnobiałej tonacji. Co tu dużo pisać, zadbano o większość szczegółów, mając na uwadze zaspokojenie wrażeń estetycznych wymagających widzów.

Nie zapomniano także o wyśmienitej obsadzie. Doskonale histeryczna Agata Buzek, niepoprawnie opanowana Krystyna Janda, dociekliwa Anna Polony i zdumiewająco pewny siebie Marcin Dorociński tworzą prawdziwą śmietankę artystyczną. Ich bohaterzy trawią w sobie demony stalinowskich lat na swój własny sposób, doprowadzając przy tym do masy groteskowych sytuacji. Przykładem takiego stanu rzeczy może być nieudolna próba pozbycia się obcej monety, z powodu której rodzina głównych bohaterów mogła zostać ukarana przez UB. Absurd polega na tym, że zamiast ją wyrzucić Sabina używa żołądka jako tymczasowej skrytki. Do dziś mam przed oczami Agatę Buzek szorującą właśnie wydalony pieniążek, by móc ponownie go połknąć – cóż mogę dodać?!

Podsumowując nie trzeba się dwukrotnie zastanawiać, by stwierdzić, iż „Rewers” to rzadka innowacja w polskim kinie. Piszę to z pełnym przekonaniem, bez obaw o szkalujące komentarze lub własne życie. Moim zdaniem historia, którą tu przedstawiono, a są to lata 50’te XX wieku, choć wielokrotnie wałkowana przez poprzedników Lankosza, to jednak nigdy z takim powiewem świeżości jak dziś. Chodzi o to, że dawniej zwracano większą uwagę na losy historyczne, a dopiero potem wplatano w nie odpowiednich bohaterów. Oczywiście postacie były barwne i skomplikowane, ale miały za zadanie faworyzować postawę narodowowyzwoleńczą, zachęcając do słusznej walki o wolność państwa. Natomiast w przypadku „Rewersu” jest zupełnie inaczej. Tłem stają się wydarzenia powojennego okresu, które choć mają wpływ na rozwój fabuły, to raczej zostają w tyle, na korzyść zupełnie przyziemnych relacji pomiędzy bohaterami filmu. Ten typ opowieści to przykład, iż możemy nietypowo podejść do ważnych dla nas spraw sprzed ponad 50 lat. Bo przecież już nie tylko chcemy oglądać heroiczne poświęcenia, pragniemy także groteski, czegoś co nas pouczy, ale zarazem rozbawi bez zbędnych uniesień. Przynajmniej ja tak chciałem i wczoraj zaspokoiłem swe pragnienie.

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Digg
  • RSS