Dawno nie napisałem notatki o książkach na tym blogu, więc przyszedł najwyższy czas by zmienić taką postać rzeczy. Otóż dziś podzielę się z Wami własnymi spostrzeżeniami na temat mojego najnowszego zakupu pt. Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji. Standardowo zapraszam do lektury poniżej.
Może najpierw trochę wyjaśnień dlaczego akurat wybór padł na biografię Audrey Hepburn. Sprawa jest bardzo prosta. Oglądałem ją w kilku świetnych filmach i to wystarczyło by mnie zaintrygowała. Ciekawość pobudzili także inni ludzie. Mam na myśli społeczność miłośników kina i jakie owa aktorka, wywarła na niej wrażenia. Bowiem zewsząd słychać same pochwały i zachwyty odnoszące się wobec jej ról, nie wspominając już o obrazach ze słynnego Śniadania u Tiffaniego, które często stanowią ozdobę wielu „kulturalnych” miejsc na świecie. Reasumując, pojedyncze klatki filmowe, wywiady, ciekawostki i powszechne informacje nie dały mi pełnego spojrzenia na tą gwiazdę kina światowego. Postanowiłem zagłębić się dalej, czego wynikiem była podróż do księgarni.
Sama książka została napisana przez syna aktorki – Seana Hepburna Ferrera. Audrey, jak pisze autor, nigdy nie chciała stworzyć autobiografii. Pozostawała skromna, uznając swoje życie za mało ciekawe i odsyłała z kwitkiem każdego, kto chciał jej zaproponować wspólne wydanie takiej publikacji. Na szczęście dziś trzymam w ręku wydanie godne polecenia każdemu, a składa się na to kilka istotnych spraw.
Mianowicie, co najpierw przychodzi na myśl po przejrzeniu paru pierwszych stron, to imponująca ilość unikalnych fotografii z zasobów rodziny Hepburnów, agencji i zaprzyjaźnionych fotografów. Największe wrażenie robią zwłaszcza te profesjonalne, wielkoformatowe fotosy, na których Audrey olśniewa doskonałą urodą i szykownymi kreacjami. Trzeba przyznać, że była piękną kobietą, więc naprawdę jest na co popatrzeć. Atrakcyjny dodatek stanowią również kopie pewnych dokumentów. Jako czytelnicy mamy możliwość przyjrzeć się starym paszportom, przemówieniom i listom bohaterki dzisiejszego wpisu.
Jednak omawianej książki nie kupiłem tylko ze względu na ładne obrazki, kredowy papier i twardą okładkę. W biografii znajdziemy odwołania do jej trudnego dzieciństwa w czasach okupacji niemieckiej, niespełnionych marzeń zostania zawodową tancerką i późniejszej bujnej kariery aktorskiej. Nie zabraknie również przyjemnych wspomnień rodzinnych, co jest zresztą dowodem olbrzymiej więzi pomiędzy „artystą pisarzem” oraz jego „muzą”. Aczkolwiek wszystko to stanowi jakby długi wstęp do finału historii, czyli zaangażowania aktorki na rzecz pokrzywdzonych dzieci z Afryki. Rozdział o pracy w UNICEF’ie kończy nie tylko całe wydanie, ale również życie Audrey. W związku z nim, po ostatniej stronie stajemy się już w pełni świadomi, że cała książka nie jest bałwochwalstwem i za taką uznana być nie może. Czytaliśmy o osobie wyjątkowej, która przecież mogła żyć podobnie do innych gwiazd podobnego formatu, a jednak nie poszła w ich niejednokrotnie zgubne ślady.
Obok tego wszystkiego znajdują się również wątki nieudanych związków małżeńskich i relacji z najbliższą rodziną. Jednak autor nie chciał zagłębiać się w życie prywatne swojej matki. Dodam, że w książce nie znalazłem także wielu informacji z jej prac nad filmami, a z pewnością byłoby o czym czytać. Pozostawmy więc te tematy bez większej analizy.
Jeżeli zaś chodzi o styl pisowni, to na tym polu nie można wiele zarzucić autorowi. Słowa ubrano w ciasny gorset, tak żeby było ich jak najmniej i w tym wypadku może się to podobać. Każda strona w tej krótkiej biografii to hołd oddany swojej matce po śmierci, ale bez zbędnej przesady i kropel łez na ostatnich zdaniach. Sean Hepburn zamknął tą pracą pewien ciężki rozdział w swoim życiu.
Podsumowując, Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji to lektura obowiązkowa dla każdego kinomana. Pomimo lekkiego przerostu formy nad treścią uznaję ten produkt za bardzo wartościowy i interesujący. Dobrze wiedzieć, że nie wszystkimi rządzą sława i pieniądze, zwłaszcza jeżeli u stup ma się cały świat. Tak było w przypadku Audrey Hepburn. Polecam…
Źródła fotografii:
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/518117279/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/518117283/in/photostream/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/518104054/in/photostream/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/518104074/in/photostream/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/1566190348/in/photostream/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/1565892139/in/photostream/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/1566818528/in/photostream/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/1566491336/in/photostream/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/1566243442/in/photostream/
http://www.flickr.com/photos/7923310@N04/517989132/in/photostream/
















Chyba się skuszę albo poproszę Mikołaja!
Śniadanie u Tifaniego!!! Zawsze i wszędzie polecam!!!