Trochę minęło od premiery animacji Klopsiki i inne zjawiska pogodowe, więc mogłem spokojnie wybrać się na nią do kina, bez obaw, że zostanę obrzucony obśliniisonym popcornem lub ogłuszony śmiechem w najmniej śmiesznych momentach. Oczywiście nie żebym miał coś do najmłodszej widowni, ale zawsze lepiej ogląda mi się filmy w samotności, ewentualnie w obecności dorosłej widowni lub znajomych. Tym razem mój wybór padł na kino IMAX w Katowicach, a rezultatem wszystkiego jest moja krótka notatka poniżej. Standardowo zapraszam więc do lektury.

Klopsiki, bo tak nazywam to dzieło, jest historią pewnego młodego człowieka imieniem Flint Lockwood. Chłopak od najmłodszych lat charakteryzuje się nieprzeciętną inteligencją, która przez większość życia izoluje go społeczeństwa. Mowa o rówieśnikach, uważających swojego mądrzejszego kolegę za spore dziwadło. Jedynymi osobami, nie tracącymi wiary we Flinta, są jego rodzice. Niestety całość komplikuje fakt dziwacznych wynalazków juniora, które przyprawiają większość o zawroty głowy. Po wielu nieudanych eksperymentach przyszedł jednak czas na projekt numer jeden, czyli próbę zamiany wody w jedzenie. Wyjątkowo wszystko idzie prawie jak po maśle, aczkolwiek niedaleka przyszłość przyniesie każdemu lekcję surowej pokory.

Napisałem lekcję pokory, ponieważ Klopsiki to bajka, która tylko z pozoru wydaje się być bardzo infantylna. Poza tym twardo broni konwencji innych dzieł tego typu i jak to bajka, na koniec stara się przekazać pewien istotny morał.  Bowiem jak na dłoni widać, iż bohaterzy „kreskówki”, za wszelką cenę chcą zaspokajać tylko własne, przyziemne potrzeby, nie myśląc przy tym o innych, ważniejszych sprawach. Jest to swoiste nawiązanie do grzechu o nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu oraz obecnej walki ze zbyt egoistycznym podejściem do eksploatacji naszej planety. Autorzy filmu przestrzegają nas o skutkach niepohamowanej żądzy konsumpcji i zgodnie z modą przepowiadają wielki kataklizm, w tym wypadku deszcz olbrzymich fastfoodów i nie tylko.

Ogólnie w animacji nie zabraknie również wątków miłosnych oraz czarnego charakteru. Niestety ciężko w tym wszystkim usłyszeć coś śmiesznego. Twórcy postawili na idealne efekty wizualne, co wypadło im na szóstkę z plusem. Zatem częściej przyjdzie nam się śmiać z tego co widzimy, niż z tego co słyszymy. Trochę szkoda, ponieważ większość z Was wyjdzie po projekcji z lekkim niedosytem, a piszę to również dlatego, ponieważ te wszystkie pyszności, które zobaczymy na ekranie przyprawiają o prawdziwe burczenie w brzuchu. Reasumując, chyba zbyt bardzo przyzwyczailiśmy się do śmiesznych bajek pokroju Epoki Lodowcowej i czas to zmienić.

Kończąc napiszę, że nie było źle, choć musiałem odczekać dwa dni, by trochę inaczej spojrzeć na ten obraz. Przyszło mi zatem obejrzeć porządne kino familijne, bądź co bądź, skłaniające do przemyśleń każdego i w każdym wieku. I skoro pozostaje lekka pustka w żołądku, to ja poproszę o dokładkę!

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Digg
  • RSS