Właśnie wróciłem z najbardziej kontrowersyjnego filmu Festivalu de Cannes 2009 i postanowiłem napisać jego krótką recenzję. Mowa oczywiście o „Antychryście” Larsa Von Triera, który już doczekał się wielu pochlebnych i niepochlebnych recenzji ze strony społeczności internetowej i nie tylko. Starałem się jednak niczym nie sugerować, ponieważ wychodzę z założenia, iż horror jest dość niewdzięcznym gatunkiem filmowym, który z samego faktu bycia często irracjonalnym dziełem, powinien być omawiany z dystansem. Na dodatek nie propagując nieprzemyślanej krytyki, starałem się na początku zrozumieć zamysł reżysera. Moja wypowiedź nie będzie więc próbą odnalezienia drugiego dna w czymś, co nie przypomina szklanki ani kufla. Rozumiecie chyba, że nie chcę by brano mnie za mądrzejszego od samego twórcy? Jeżeli tak, to zapraszam do „lektury”.

„Antychryst” to film zimny, ponury i pełen chaosu. Ciepła jest w nim tylko krew. Już na samym jego początku zaczynamy obcować ze śmiercią. Nie jest to jednak śmierć naturalna, pełna uniesień, na którą każdy z nas jest przygotowany. Wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z nagłą tragedią, co staje się przesłanką, iż większość sytuacji w filmie będzie nosiło miano nieprzewidywalnych, albo inaczej, wynaturzonych. I tak się właśnie dzieje.

Pewne małżeństwo przechodzi przez ciężki okres po utracie jedynego dziecka. Trauma dotyka szczególnie matkę, natomiast ojciec, poważany psycholog, stara się „poskładać” swoją żonę z „rozsypki”. Widząc, że konwencjonalne metody nie powodują żadnych pomyślnych rezultatów, postanawia zmienić otoczenie terapeutyczne. Zabiera żonę na odludzie, do natury (to słowo klucz, będzie się często pojawiać), która jak się później okazuje w cale nie musi być taka przyjemna i pomocna. Ona bowiem staje się przyczyną tragizmu całego przedstawienia. I nie chodzi w tym wypadku tylko o naturę w postaci zwierząt i roślin, ale również o ludzkie uczucia i psychikę. Coś co nami kieruje, pociąga do złego, coś nad czym nie potrafimy często zapanować. W szeroko pojętej naturze kryje się tytułowy Antychryst. Pierwotne zło, które przeszkadza nam normalnie funkcjonować, w sensie obcować w harmonii z sami wiecie czym. Z drugiej strony fabuła odkrywa także karty związane z pewną historią, w której kobieta jest tym głównym złym pierwiastkiem. Nie wiem do końca, co reżyser chciał przez to powiedzieć, ale wątpię by uznawać kobietę za siewcę zła. Wydaje mi się, że miał to być element wyjaśniający zachowanie głównej bohaterki. Taka odpowiedź podana na tacy, choć idea była i jest o wiele głębsza.

Technika poklatkowej rejestracji obrazu, drastyczne sceny okaleczania ciała i profesjonalne efekty specjalne tylko potęgują niepokój w całym przedstawieniu. Z minuty na minutę stajemy się świadkami coraz mocniejszych scen erotycznych, połączonych z odrażającymi motywami śmierci. W tym miejscu na pochwałę zasługuje nagrodzona za grę w tym właśnie filmie, Złotą Palmą w Cannes, odtwórczyni głównej roli kobiecej, Charlotte Gainsbourg, która doskonale zagrała wynaturzoną matkę. W połączeniu z genialną kreacją Willema Dafoe stworzyli naprawdę świetny i apetyczny, krwisty duet. Zgrzeszyłbym nie pisząc nic na temat muzyki, która dosłownie wwiercała mi się w uszy, zapowiadając najgorsze oraz scenariuszu bez zbędnych kwestii i potknięć, o wystające korzenie.

Cóż mogę dodać. Von Trier powtarzał w wywiadach, że ten film był niejako lekarstwem na jego postępującą depresję. I chyba mówił prawdę. Widać że „wyrzygał” chorobę na niektóre wątki w scenariuszu i „upuścił” ciut zatrutej krwi na taśmę filmową. Nie jest to więc obraz dla każdego. Wymaga szczepionki, pewnych wyjaśnień przed jego obejrzeniem. Fanów prymitywnych slasherów zapraszam na „Piątek 13-go”, przy którym można się obżerać popcornem, albo czekać aż partnerka obok skoczy w nasze ramiona. „Antychryst” bardziej nas zniesmaczy, niż przerazi. Strach może wywołać tylko fakt, że do takich okrucieństw popycha nas właśnie ta negatywna ludzka natura. Zresztą w filmie pojawiło się zdanie: „Natura, to kościół szatana”, sam tylko wątpię, czy chodziło o tą ludzką. Polecam i czekam na Wasze opinie.

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Digg
  • RSS