Festiwal w Cannes zaczął się na całego, a nam, biednym szaraczkom, przyjdzie jeszcze sporo odczekać, zanim zobaczymy większą część z tamtejszych premier. Jednak w potoku początkowych festiwalowych niusów zauważyłem pewną pocieszającą analogię. Mam na myśli same pochwalne recenzje filmu otwarcia, a dokładniej animacji „Odlot”, ze studia Pixar. Jestem z tej sytuacji bardzo zadowolony, bo po samych zapowiedziach sądziłem, że będzie to hit tego roku. W związku z powyższym, już mi ślinka cieknie na samą myśl o jego premierze w polskich kinach. Co do pozostałych kwestii, m.in na temat tegorocznej walki „gigantów”, nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Nie chcę spekulować, ale wydaje mi się, że Tarantino („Bękarty wojny”) z Von Trierem („Antychryst”) nie mają jednak szans, by zaistnieć przed publicznością w „finale”. Oba ich filmy wydają się być nastawione na sukces komercyjny, a co za tym idzie, walory kina intelektualnego musiały zostać w nich częściowo zredukowane. Ale koniec z przewidywaniami, bowiem wszystko zależy od tej elity z jury. Natomiast dla przyszłych fanów animacji „Odlot” przygotowałem krótką galerię poniżej, tak dla smaczku… Na koniec przypomnę jeszcze, że film opowiada historię pewnego starszego pana (Carl Fredricksen), który przytłoczony codziennymi problemami, postanawia uciec od miejskiego zgiełku, w poszukiwaniu upragnionych przygód. I nie byłoby w tym nic dziwnego, jeżeli środkiem lokomocji głównego bohatera, nie byłby latający dom, wykorzystujący do tego celu stos balonów. Nie jest to jednak kolejna radosna przygoda, pełna zabawnych sytuacji i gagów. „Odlot” ma zaserwować nam obraz ciężkiego życia, takiego, z którym styka się przeciętny człowiek realnego świata. Tylko czy nam przyjdzie spotkać gadającego psa i ulecieć z domem do wyjątkowej krainy? W kinie z pewnością…

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Digg
  • RSS