Projekcja otwierająca Festiwal OFF Plus Camera’09 nie należała do optymistycznych. Kolejny raz widz stał się świadkiem bezmiaru okrucieństwa, jakie panuje w niektórych afrykańskich krajach. „Johnny Mad Dog”, bo o nim mowa, to film odkrywający karty przestępczości głównie wśród młodzieży czarnego kontynentu. Miejsca gdzie rozgrywa się akcja zostały owiane tajemnicą. Sam reżyser Jean-Stéphane Sauvaire jeszcze przed wyświetlaniem w Krakowie, powiedział, iż nie chciał wskazywać konkretnych państw. Cały film staje się więc wizytówką tych najbiedniejszych rejonów Afryki, bez lepszej prognozy na przyszłość.
Bohaterami są wspomniani nastoletni chłopcy i dziewczęta, ze znaczną przewagą tych pierwszych. Większość z nich, zanim zdąży nacieszyć się błogim i beztroskim życiem młodości, będzie musiała udźwignąć ciężar karabinu maszynowego. Staną przed okrutnym wyborem, jakiego nigdy się nie spodziewali, a wcześniejsze marzenia i troski przyćmi fałszywa, narkotyczna ekstaza. Gwałt, morderstwo i wierna służba swoim starszym „władcom”, staną się ich głównymi przedmiotami nowego planu zajęć. Szkoda tylko, że z takiej szkoły zła, nie da się uciec choćby na wagary. Za niesubordynację grozi bowiem kara śmierci.
Z każdą następną sceną wzbierały we mnie coraz większe emocje. Wszystko chyba za sprawą dosyć naturalnej gry młodocianych aktorów. Nie są profesjonalistami, ale zauważyłem w nich sporą chęć wykazania się. W nerwowych sytuacjach ich żyły i mięśnie naprężały się tak, jakby chciały przebić skórę. To dodawało naprawdę wiele realizmu w skrajnych momentach filmu. Zresztą czasem myślałem, że oglądam jakiś dokument, kręcony zza pleców młodych katów.
Kwestia fabularna jest skomplikowana tak jak obecna sytuacja w Afryce. Z jednej strony rząd, próbujący coś zmienić, z drugiej ludzie nie chcący tych zmian. Ci właśnie ludzie, kradną dzieci z pobliskich wiosek, rekrutując tym samym zakłamaną armię śmierci. Pod pretekstem wyzwolenia kraju ze złych marionetek i sługusów prawdziwej władzy, zabijają i zabijają bez limitu. Gdy kończy się tego sens, totalnie spaczona, młoda osobowość nie wie co ma dalej począć z własnym żywotem. Nie do końca zdaje sobie sprawę z kłamstwa, w jakie została wplątana. Wątpię, aby jej kolejnym zamiarem był powrót na porządną ścieżkę zadośćuczynienia. Rękami umorusanymi we krwi niewinnych, ciężko jest przyjąć nowy styl życia. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Zaszczyty ikony w filmie przyjmuje tytułowy Johnny Mad Dog. Najwierniejszy „pies” buntowników. To on rozkazuje swoim kilkunastoletnim podwładnym, i jak przystało na główną postać, jego poczynania są przykładem największej patologii w całej klasie zimnokrwistych złoczyńców.
Dodam, że film został nakręcony ze sporym rozmachem. Nie wiem, gdzie były robione zdjęcia, ale na białym płótnie pojawiają się co chwilę tłumy rozjuszonych ludzi, wybuchy, strzały i oczywiście trupy. Kamera jeździ po mieście zaglądając do domostw, obserwuje konwój ONZ i zbliża nas do głębin uczuć wszystkich bohaterów. Przyznam, że mile mnie to zaskoczyło. Myślałem, że na festiwalu filmów niezależnych, ciężko będzie odnaleźć taką pozycję.
Na koniec pozostaje się zastanowić nad samą Afryką. Po takich filmach jak „Wierny ogrodnik”, „Krwawy diament” i „Johnny Mad Dog” czekają nas długie chwile zadumy. Szkoda, że nie mamy wpływu na pewne sprawy…







Well written article.