Film „Popiełuszko” zdobył rozgłos na długo przed swoją oficjalną premierą kinową, a to za sprawą kreacji reklamowych, przypominających plakaty z filmu „James Bond: Quantum of Solace”. Sprawa została zauważona za granicą, potem jednak przeniosła się również na łamy polskich portali społecznościowychogó. Krytyka przypominająca pośmiewisko, mogła przepowiadać przedwczesną śmierć, jeszcze niewyświetlanego dzieła. Tak czy owak, film trafił do kin, a reklama, zwłaszcza kontrowersyjna, przynosi czasem lepsze rezultaty niż stonowane działania marketingowe. Sukces w tym wypadku przypadnie ludziom z działu promocji, a czy film jest dobry, i czy warto chwalić ekipę producentów, to pytania nad którymi musimy się zastanowić my sami.
Cóż ja mogę powiedzieć po obejrzeniu polskiego, nowego dzieła? Wiele, a zarazem niewiele. Zacznę w takim razie od tego „niewiele”. Otóż pierwsze minuty filmu wskazują na pewną niedbałość w warsztacie aktorskim. Widać, że film był kręcony w pośpiechu, bez wielu dubli. Myślę, że w niektórych sytuacjach reżyser (Rafał Wieczyński) wolał patrzeć przez palce na grę swoich podopiecznych. Dziwi fakt, że takie sławy jak Jan Englert, Kazimierz Kaczor, Marta Lipińska oraz Maja Komorowska nie otrzymały bardziej znaczących ról. Ogólnie rzecz biorąc, jedyną osobą zasługującą na lekką pochwałę, jest odtwórca głównej roli (ks. Jerzego Popiełuszki) Adam Woronowicz, nikt więcej.
Do kwestii scenariusza trzeba podejść bardziej krytycznie. Brakowało mi zobrazowanej w jakiś sposób charyzmy głównego bohatera. Tego w jaki sposób zjednał sobie tyle osób. Jest to proces długotrwały, zaś w filmie pokazany w sposób dynamiczny. Zabrakło też filozofii w punkcie widzenia Służb Bezpieczeństwa. SBcy są źli i już, tyle można z tego wywnioskować. A przecież film niejednokrotnie wspominał o „światłocieniach”. Popiełuszko walczył z ofiarami zła, dlaczego więc tego nie uzasadniono? Zupełnie inna perspektywa przejawia się w filmie „Zabić Księdza” Agnieszki Holland. Gdzie punkt widzenia i miłość do ojczyzny pokazane są z perspektywy przeciwstawnych ideowo osób. Zaprzeczając samemu sobie, przełknę jednak tezę, iż czasem nie warto powielać pomysłów innych, usprawiedliwiając jednocześnie to uchybienie.
Ogólnie trochę zaniedbano temat, albo ktoś był za ambitny i mu nie wyszło. Przy dobrym udźwiękowieniu, średnim montażu nie zauważymy wielu plusów w tej produkcji. Wielka szkoda, bo każdy z nas czeka na rozwój polskiego kina, natomiast ciągle otrzymujemy dowody na nieśmiertelną stagnację w rodzimej kinematografii.
Dlaczego mimo wszystko polecam obejrzeć „Popiełuszkę”? Bo pomijając niedbałość w wykonaniu, przypomina o życiu Polaka, który przyczynił się do tego, że ten tekst mógł zostać opublikowany bez zgody cenzury. Daje świadectwo wiary, która pomaga w niezłomności, nawet w ostatnich chwilach życia. A co najważniejsze – że jeden człowiek może zmienić los wielu ludzkich istnień.
Zakończenie szokuje, zapominamy przez chwilę o wszystkich poprzednich usterkach obrazu. W głowie układamy sobie wszystko w lepszej formie, niż tą, którą zobaczyliśmy przed kilkoma minutami. Jest nam bardzo przykro z tragicznego rozwoju wydarzeń, a zarazem stajemy się dumni z polskości. Nie możemy zapomnieć o rodaku, który pamiętał o wszystkich.







Absolutnie zgadzam się z tym, co napisałeś. Cechą nierozłączną obrazów takich, jak ten, że nie mają zachwycać doskonałym scenariuszem, a oddawać ducha czasów czy wydźwięk wydarzeń. i tutaj, w mojej opinii, możemy mówić o sukcesie.